*Taylor**12:21*
Sięgnęłam po telefon który leżał na szafce obok i wybrałam numer do Maddie. Za pierwszym razem nie odebrała, za drugim też. Pewnie jest zajęta albo... śpi. Postanowiłam że pójdę na spacer, podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej leginsy i bluzę. Kiedy się ubrałam zeszłam po cichu na dół by nie obudzić mojego brata, bo ta ciamajda za pewne śpi i będzie spała do 14, mógł nie wracać o 4 do domku, cóż, imprezowicz z niego. Doszłam do korytarzyka gdzie znajdowała się szafa z butami i kurtami. Z szały wyjęłam czerwone Martensy, włożyłam je i wyszłam. Celem mojego spaceru był sklep, do którego droga zajmowała 15 minut. Przez 5 minut szłam spokojnie ale ktoś na mnie wpadł, w wyniku czego przewróciłam się do tyłu jak sprawdza wypadku. Sprawca szybko i sprawnie wstał.
- Uważaj jak leziesz Swift! - krzyknął. Ten głos, tylko jedna osoba posiada ten denerwujący głos, tylko jedna żmija. Osoba która zazdrości mi wszystkiego ale nie przyzna się, bo się boi, niby taki ''super idol wszystkich nastolatek, który się niczego nie boi'' a jednak jest coś czego się boi, powiedzieć prawdy. Wysoki, blondyn, głupi, przystojny.. STOP! Czy ty coś brałaś Taylor? Wysoki, blondyn, głupi, niedorozwinięty, zazdrośnik. O wiele lepiej, jak się wysilisz to nie gadasz przynajmniej głupot. No bo proszę ON przystojny? To już moje schody są ładniejsze.
Ta wredna osoba nazywa się... Lynch. Ross Shor Lynch.
- No proszę Cię Lynch.. Najpierw pokazujesz jak nie umiesz śpiewać, a teraz że nie umiesz chodzić.. - zaśmiałam się wrednie.
- Co? Ja nie umiem śpiewać? - spytał nie dowierzając.
- Uważaj jak leziesz Swift! - krzyknął. Ten głos, tylko jedna osoba posiada ten denerwujący głos, tylko jedna żmija. Osoba która zazdrości mi wszystkiego ale nie przyzna się, bo się boi, niby taki ''super idol wszystkich nastolatek, który się niczego nie boi'' a jednak jest coś czego się boi, powiedzieć prawdy. Wysoki, blondyn, głupi, przystojny.. STOP! Czy ty coś brałaś Taylor? Wysoki, blondyn, głupi, niedorozwinięty, zazdrośnik. O wiele lepiej, jak się wysilisz to nie gadasz przynajmniej głupot. No bo proszę ON przystojny? To już moje schody są ładniejsze.
Ta wredna osoba nazywa się... Lynch. Ross Shor Lynch.
- No proszę Cię Lynch.. Najpierw pokazujesz jak nie umiesz śpiewać, a teraz że nie umiesz chodzić.. - zaśmiałam się wrednie.
- Co? Ja nie umiem śpiewać? - spytał nie dowierzając.
- Tak Ty! - odpowiedziałam i zaczęłam iść w swoją stronę, gdy nagle usłyszałam głos blondyna.
- Ej, no ale poczekaj! - krzyknął, ugh czego ten idiota ode mnie jeszcze chce?
- Czego Lynch? - odpowiedziałam z niechęcią w głosie.
- Emm... no... w sumie... już nic. - prychnęłam pod nosem i poszłam ku celu.
Dalsza droga odbyła się bez żadnych ''spotkań''.
Weszłam do sklepu i pognałam do półki gdzie, znajdowały się słodycze.
Sięgnęłam z półki sklepowej po paczkę żelek i udałam się do kasy.
Była długa kolejka - 10 osobowa. Jakby nie mogli otworzyć dwóch innych kas. Kiedy wyszłam ze sklepu otworzyłam paczkę żelków i zaczęłam je pochłaniać ( nie chciałam żeby tak było ale Magda mnie zmusiła :( ~ Marty) .
Poszłam do parku, gdzie tam usiadłam na ławce kontynuując moje zajadanie się żelkami. Powiem szczerze, zaczęło mi odwalać, ja myślałam że te wszystkie ''historie'' związane z żelkami to jakieś bujdy. A tu proszę, tak się dzieje na prawdę... Czasami zastanawiam się czy w nich nie ma żadnych prochów. Tak czy owak, nie jestem pewna co jeszcze w tym sklepie sprzedają. Heh, mniejsza z tym. Podczas, gdy kończyłam jeść swoje żelki, wstałam i szłam do pobliskiego śmietnika. Nie patrzyłam przed siebie, patrzyłam do paczki żelków łudząc się, że jeszcze coś tam zostało. Byłam tak bardzo zapatrzona, że nie wiedziałam co się dzieje dookoła mnie. Wbiegł we mnie jakiś brunet. Ja to mam szczęście. Najpierw ten przysto... ciamajdowaty zazdrośnik, teraz on. Cóż, mam nadzieję że ten będzie milszy.
- Ej! - krzyknęłam spanikowana upuszczając przy tym prawie pustą paczkę po żelkach.
- Ojej, przepraszam. - powiedział chłopak podnosząc z ziemi opakowanie.
- Teraz na nic mi się nie przyda, jest cała w piasku. - powiedziałam zrezygnowana.
- Nie martw się, kupię Ci nowe żelki. A tak przy okazji, Bradley jestem. - wyciągnął rękę.
- Taylor. - uścisnęłam jego dłoń. - Pozwolisz że będę się zwracała do Ciebie Brad? - spytałam i się uśmiechnęłam.
- Oczywiście Taylor! - uśmiechnął się.
- Pewnie. - zaśmiałam się.
- Twój uśmiech.
- Co? Coś z nim nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku, śliczny jest. Tylko...
- Tylko co? - przerwałam.
- Tak, na pewno to Ty. - zaśmiał się pod nosem.
- No tak.. Ja to ja. Przejdziesz to rzeczy?
- Jesteś Taylor. Taylor Swift. - oznajmił. Wow, tego to akurat nie wiedziałam, dobrze że mnie uświadomił. Jakbym siebie nie znała..
- Gratulacje, teraz zadajesz się ze ''sławną osobą'' - wybuchnęłam śmiechem.
- Jejku, ja to mam szczęście.
- Hahaah, ogromne. Masz jeszcze większe szczęście jak Lyncha nie znasz. - spoważniałam
- Nie lubisz go?
- Nie lubię.. Pff, nienawidzę! Ciamajdowaty zazdrośnik.
- No.. ja.. teeeż gooo.. no.. nie lubię! - wydukał Brad.
Super, najlepiej, najfajniej.. DLACZEGO JA? Czy tylko mi trafia się taki los? Brad lubi Rossa, a jak się znają, i przyjaźnią? Wtedy, NIE ZNAM GO! Cóż, Brad jest, przynajmniej wygląda na porządnego gościa. Włosy brązowe, oczy również, nieziemski uśmiech, głos... Inna wersja Lyncha i na pewno mądrzejsza, jak On może się z nim przyjaźnić? Lynch Bradowi do pięt nawet nie dorasta. Eh.. zrozumieć ich świat, dałabym głowę sobie uciąć że faceci też tak myślą, no ale zaraz, oni nie myślą. Wyjątkiem jest Bradley, chyba, nie no, na pewno i na pewno znalazł by się jeszcze jakiś.. Tylko kto? Mój brat odpada, Lynch odpada, Maddie odp... Ale Maddie to dziewczyna. Taylor, opanuj się! Hahah ja mam się opanować? Nigdy. Ja i Maddie to takie dwie idiotki które nie potrafią bez siebie żyć. Śmiałam się w duchu.
- Ej, no ale poczekaj! - krzyknął, ugh czego ten idiota ode mnie jeszcze chce?
- Czego Lynch? - odpowiedziałam z niechęcią w głosie.
- Emm... no... w sumie... już nic. - prychnęłam pod nosem i poszłam ku celu.
Dalsza droga odbyła się bez żadnych ''spotkań''.
Weszłam do sklepu i pognałam do półki gdzie, znajdowały się słodycze.
Sięgnęłam z półki sklepowej po paczkę żelek i udałam się do kasy.
Była długa kolejka - 10 osobowa. Jakby nie mogli otworzyć dwóch innych kas. Kiedy wyszłam ze sklepu otworzyłam paczkę żelków i zaczęłam je pochłaniać ( nie chciałam żeby tak było ale Magda mnie zmusiła :( ~ Marty) .
Poszłam do parku, gdzie tam usiadłam na ławce kontynuując moje zajadanie się żelkami. Powiem szczerze, zaczęło mi odwalać, ja myślałam że te wszystkie ''historie'' związane z żelkami to jakieś bujdy. A tu proszę, tak się dzieje na prawdę... Czasami zastanawiam się czy w nich nie ma żadnych prochów. Tak czy owak, nie jestem pewna co jeszcze w tym sklepie sprzedają. Heh, mniejsza z tym. Podczas, gdy kończyłam jeść swoje żelki, wstałam i szłam do pobliskiego śmietnika. Nie patrzyłam przed siebie, patrzyłam do paczki żelków łudząc się, że jeszcze coś tam zostało. Byłam tak bardzo zapatrzona, że nie wiedziałam co się dzieje dookoła mnie. Wbiegł we mnie jakiś brunet. Ja to mam szczęście. Najpierw ten przysto... ciamajdowaty zazdrośnik, teraz on. Cóż, mam nadzieję że ten będzie milszy.
- Ej! - krzyknęłam spanikowana upuszczając przy tym prawie pustą paczkę po żelkach.
- Ojej, przepraszam. - powiedział chłopak podnosząc z ziemi opakowanie.
- Teraz na nic mi się nie przyda, jest cała w piasku. - powiedziałam zrezygnowana.
- Nie martw się, kupię Ci nowe żelki. A tak przy okazji, Bradley jestem. - wyciągnął rękę.
- Taylor. - uścisnęłam jego dłoń. - Pozwolisz że będę się zwracała do Ciebie Brad? - spytałam i się uśmiechnęłam.
- Oczywiście Taylor! - uśmiechnął się.
- Pewnie. - zaśmiałam się.
- Twój uśmiech.
- Co? Coś z nim nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku, śliczny jest. Tylko...
- Tylko co? - przerwałam.
- Tak, na pewno to Ty. - zaśmiał się pod nosem.
- No tak.. Ja to ja. Przejdziesz to rzeczy?
- Jesteś Taylor. Taylor Swift. - oznajmił. Wow, tego to akurat nie wiedziałam, dobrze że mnie uświadomił. Jakbym siebie nie znała..
- Gratulacje, teraz zadajesz się ze ''sławną osobą'' - wybuchnęłam śmiechem.
- Jejku, ja to mam szczęście.
- Hahaah, ogromne. Masz jeszcze większe szczęście jak Lyncha nie znasz. - spoważniałam
- Nie lubisz go?
- Nie lubię.. Pff, nienawidzę! Ciamajdowaty zazdrośnik.
- No.. ja.. teeeż gooo.. no.. nie lubię! - wydukał Brad.
Super, najlepiej, najfajniej.. DLACZEGO JA? Czy tylko mi trafia się taki los? Brad lubi Rossa, a jak się znają, i przyjaźnią? Wtedy, NIE ZNAM GO! Cóż, Brad jest, przynajmniej wygląda na porządnego gościa. Włosy brązowe, oczy również, nieziemski uśmiech, głos... Inna wersja Lyncha i na pewno mądrzejsza, jak On może się z nim przyjaźnić? Lynch Bradowi do pięt nawet nie dorasta. Eh.. zrozumieć ich świat, dałabym głowę sobie uciąć że faceci też tak myślą, no ale zaraz, oni nie myślą. Wyjątkiem jest Bradley, chyba, nie no, na pewno i na pewno znalazł by się jeszcze jakiś.. Tylko kto? Mój brat odpada, Lynch odpada, Maddie odp... Ale Maddie to dziewczyna. Taylor, opanuj się! Hahah ja mam się opanować? Nigdy. Ja i Maddie to takie dwie idiotki które nie potrafią bez siebie żyć. Śmiałam się w duchu.
- No i tak to było.- coś tam mówił Brad, ale ja nie słuchałam.
-Wow, świetna historia!- krzyknęłam z entuzjazmem, udając, że wiem o co chodzi.
- Naprawdę? Mówiłem jak zdechła mi rybka...I wiesz.- westchnął chłopak, a ja próbowałam się opanować, a nie błądzić myślami.
- Aa.
- To nic, pa, ja muszę lecieć coś...em...załatwić.- powiedział Brad, kurde, on coś ukrywa. A no tak! Idzie wypaplać wszystko Lynchowi!
Chociaż... mam nadzieję, że on taki nie jest.
- Nie ma sprawy, rozumiem. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Ja też. Do zobaczenia.
- Em, tak pa.
Trochę niezręcznie było, ale przyznam, sympatyczny chłopak. Byle żebym się nie rozczarowała...
Minęło sporo czasu. Jest 13:56, a Ed - mój brat, powinien zaraz się obudzić, a jak już się obudził? Niemożliwe, jemu potrzeba 10 godzin spania by nie marudzi i funkcjonował jak normalny człowiek. Eh, mam powoli dość tego rudzielca. Siedzi tylko na moim garnuszku, a całymi nocami imprezuje. Jednym słowem - leń. Szłam w kierunku domu. Nim się obejrzałam, byłam w domu, a tam czekała mnie niespodzianka. Raczej miła...
- Witaj siostrzyczko!- przywitał mnie gorąco brat.
- Co tu się dzieje?! - zapytałam zdezorientowana .
- Jak to, nie widzisz? Obiad ugotowałem, Rosół wstawiłem! Rosół to taka chyba.. no.. chińs... Nie! Zaraz! Polish soup! Czy jak to tam było. - oznajmił i się zaśmiał, Boże ten jego śmiech, śmieje się jak małe dziecko kiedy płacze.
- Eeee, dobrze się czujesz? Ktoś cię podmienił! - krzyknęłam ostrożnie podchodząc do Eda.
- Nie! Nie mogę po prostu zrobić niespodziankę swojej siostrze?
- Co chcesz?!
- Nic!
- Okej - bardzo ostrożnie podeszłam.
- Cholera, Tay przestań się wygłupiać!!!
- Dobra, dobra nie bulwersuj się tak. - powiedziałam luźno i usiadłam przy stole. - Co ci się stało, że zacząłeś gotować i co najważniejsze: dlaczego tak szybko wstałeś?! - zapytałam zaciekawiona, biorąc do ust łyżkę rosołu. Moment! Czyżby żelki mi zaszkodziły, czy to naprawdę jest dobre?
- Sam nie wiem, chyba naoglądałem się za dużo programów kulinarnych, i tak mnie jakoś natchnęło.
- Mówisz?- spojrzałam na niego wzrokiem "prędzej świnie zaczną latać, niż Ed Swift zrobi coś pożytecznego". Dostałam SMSa od Maddy. Pyta się czy może do mnie przyjść, a ja odpisałam jej w odpowiedzi "nie ma sprawy, wpadaj". Skończyłam jeść zupę, poszłam do łazienki ogarnąć się, wtedy usłyszałam pukanie do drzwi, zerwałam się jak poparzona i pobiegłam otworzyć drzwi. Maddie na maxa podekscytowana.
- Tay mam dla ciebie mega newsa!!!
- Jakiego?- byłam bardzo ciekawa i nakręcona co powie mi przyjaciółka.
- Będziesz miała wywiad do gazety "pop star", czy jakoś tam!!!
- Okej, a co w tym takiego nadzwyczajnego?
- Będzie on z Rossem Lynchem!!!!!!! - no tak, Maddie go kocha, a ja nienawidzę... Ciamajdowaty zazdrośnik.
- No to...fajnie.- powiedziałam z lekkim przygaszeniem.
- O kurde, Tay...ja zapomniałam, że ty go nie lubisz.
- Nie no spoko, to nie twoja wina. Kto to załatwił?
- Ed.
- Co go tak napadło na dobre uczynki?!
- A co zrobił?- zapytała blondynka.
- Ugotował obiad, wstał tak wcześnie po całonocnej imprezie...
- Faktycznie z nim źle. Może coś zbroił?
- Nie pomyślałam o tym... tak czy owak, kiedy i gdzie ten wywiad? Moment, on ci powiedział o tym wywiadzie, to może ty coś wiesz?
- Tay, no co ty. Tylko to wiem. A wywiad na Road Streat budynek numer 69 sala 6, godzina 13:15.
- Okej, niech będzie. Budynek 69 sala 6, godzina 13:20.
- 13:15 - poprawiła mnie Maddie.
- A no tak. Pojedziesz ze mną?
- Nie, sorki, ale umówiłam się na jutro w tych godzinach z Rylandem. - wytłumaczyła
- Ok nie ma sprawy.
- To ja już zmykam papa - pożegnałam się z blondynką i wyszła.
Zamknęłam drzwi i udałam się na górę do swojego pokoju, weszłam i rzuciłam się na łóżko.
Helloł ewryłan! Przybywamy z rozdziałem pierwszym, najwięcej napisała Magda za co jej dziękuje :* Pisała o 1 w nocy, ja to około 15 dodałam poprawiałam, ale .. no oczywiście Martynie się język plącze jak mówi i błędy robi na błędach. PrzepraszamY jeśli jest jakiś błąd interpunkcyjny, ortograficzny itd..
To na tyle. Mamy nadzieje że się spodoba ♥♥♥
PROSIMY O KOMENTARZE
MOTYWUJĄ ONE MAGDĘ DO PISANIA O PIERWSZEJ W NOCY
~ Magda
~ Martyna
Zamknęłam drzwi i udałam się na górę do swojego pokoju, weszłam i rzuciłam się na łóżko.
Helloł ewryłan! Przybywamy z rozdziałem pierwszym, najwięcej napisała Magda za co jej dziękuje :* Pisała o 1 w nocy, ja to około 15 dodałam poprawiałam, ale .. no oczywiście Martynie się język plącze jak mówi i błędy robi na błędach. PrzepraszamY jeśli jest jakiś błąd interpunkcyjny, ortograficzny itd..
To na tyle. Mamy nadzieje że się spodoba ♥♥♥
PROSIMY O KOMENTARZE
MOTYWUJĄ ONE MAGDĘ DO PISANIA O PIERWSZEJ W NOCY
~ Magda
~ Martyna